Porównując rentowności obligacji skarbowych na rynkach bazowych i Polsce na koniec sierpnia i września możnaby sądzić, że mamy za sobą raczej nudny miesiąc, który przyniósł drobne odbicie rentowności po wakacyjnym rajdzie w dół. Nic bardziej mylnego. Jesień rozpoczęliśmy na rynku bardzo aktywnie, a inwestorzy musieli odrobić lekcje z zmieniania kierunku jazdy na rynku.
Z początkiem miesiąca weszły w życie podwyżki taryf celnych z 10 do 15% na import chińskich towarów o wartości 300 mld USD oraz w drodze odwetu cła w wysokości 5-10% na import z USA do Chin o wartości 75mld USD. Zapewne nie są to ostatnie posunięcia obu państw. Obie strony deklarują chęć dialogu, a przynajmniej tak jest to okazywane medialnie. Trzeba pamiętać, że część ceł została odłożona na grudzień. Złośliwi mówią, że prezydent Trump postanowił zadbać, aby amerykańscy konsumenci zdążyli jeszcze zrobić w listopadzie świąteczne zakupy przed przełożeniem się podwyższonych taryf na ceny produktów.
Wrzesień rozpoczęliśmy od pogłębienia tegorocznych minimów rentowności, które do końca miesiąca nie zostały poprawione. W USA 10 -letni benchmark osiągnął w minimum poziom 1,45%, w Niemczech było -0,71%. W Polsce odnotowaliśmy najniżej 1,82%, ale był to poziom wyższy niż dwa dołki w sierpniu. Na koniec miesiąca rentowności benchmarków wyniosły w USA, Niemczech i Polsce odpowiednio 1,66%, -0,57% i 2%. Są to wartości o kilkanaście p.b. wyższe niż na początku miesiąca.
We wrześniu otrzymaliśmy kolejne rozczarowujące dane ze strefy euro, a w szczególności z Niemiec, co w dłuższym terminie nie jest optymistycznie dla polskiej gospodarki. Najpierw oczekiwania inwestorów zawiodły informacje o spadku zamówień w przemyśle, czyli filarze niemieckiej gospodarki produkującej dobra inwestycyjne i w pierwszej kolejności cierpiącej na wyhamowaniu światowych inwestycji. Później były dane PMI z przetwórstwa przemysłowego wskazujące, że indeks ten spadł do 44. Do słabych odczytów z przemysłu zdążyliśmy się w tym roku przyzwyczaić, ale słabsze od oczekiwań dane z sektora usług dobiły sentyment rynkowy i wskazują na zarażanie się dotychczas mocno odpornego sektora. Dane pozwalają sądzić, że przemysł jak i cała niemiecka gospodarka wchodzą w recesję. Jakby w odpowiedzi na to zagrożenie rząd tego kraju ogłosił pakiet klimatyczny, który ma do 2023 roku wynieść 54 mld EUR wspierający inwestycje środowiskowe, ekologiczne formy transportu.
Wyczekiwanymi przez rynki wydarzeniami były posiedzenia banków centralnych. We wrześniu przedostatni raz posiedzeniu Rady EBC przewodniczył Mario Draghi. Tuż przed i w trakcie trwania konferencji wydawało się, że odchodzący prezes spełnił i to z nadwyżką oczekiwania rynkowe co do pogłębienia luźnej polityki monetarnej. Najważniejszymi decyzjami było obniżenie stopy depozytowej z -0,4% do -0,5%; zakomunikowanie, że stopy utrzymane będą na tym, bądź niższym poziomie stopy procentowe do czasu przekonywującego powrotu inflacji do celu, powrót od 1 listopada do programu skupu aktywów o wartości 20 mld EUR miesięcznie i kontynuowanie aż do początku cyklu zacieśniania polityki pieniężnej. Jedynym ruchem odebranym jako „jastrzębi” było wprowadzenie w większej niż oczekiwano skali dwustopniowego systemu oprocentowanie rezerw o dobrowolnych. Zgodnie z nim banki mogą przechowywać w EBC depozyty po nieujemnej stopie depozytowej, aby coraz niższe stopy nie uderzały tak mocno w ich rentowność. Ten ostatni czynnik spowodował, że wzrosły obawy, że banki nie będą skłonne kupować więcej obligacji po ujemnej stopie procentowej i doprowadził do mocnego ruchu w górę na rentownościach rynków bazowych, które dzień po konferencji EBC osiągnęły swoje wrześniowe maksimum.
Tydzień po obradach EBC odbyło się posiedzenie FED. Zgodnie z oczekiwaniami rynkowymi doszło do obniżki głównej stop procentowej do poziomu 1,75 – 2,0%. Rynek nie do końca pozytywnie przyjął te informacje i dało się odczuć delikatne rozczarowanie. Kropki pokazały, że w grudniu nie dojdzie do zmiany stóp procentowych i dwóch członków komitetu musiałoby zmienić zdanie żeby do niej doszło. Nie było istotnej zmiany komunikatu, co wskazuje że tegoroczne dwie obniżki nie są przez amerykańskich bankierów centralnych postrzegane jako rozpoczęcie nowego cyklu obniżek, co dyskontował i dalej, ale już z mniejszym prawdopodobieństwem, dyskontuje rynek.
Powrót do spadku rentowności był spowodowany przede wszystkim przez dwa czynniki. Pierwszy z nich to zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie. W Arabii Saudyjskie zostały zniszczone dwie instalacje naftowe, a o współudział w tym precedensie USA i Arabia Saudyjska oskarżyły Iran. Oliwy do ognia dolały próby rozpoczęcia procesu impeachmentu wobec prezydenta Trumpa, po tym jak pojawiały się podejrzenia, że Trump naciskał na ukraińskie władze, by rozpoczęły dochodzenie w sprawie syna prawdopodobnego kandydata demokratów w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.
Poza prezydentem USA problemy ma również premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson. Za Kanałem La Manche trwa grecka tragedia wykonaniu brytyjski. Premier Johnson nie zdołał przekonać parlamentarzystów do rozwiązania parlamentu i wcześniejszych wyborów i zawiesił początkowo prace parlamentu do 14 października, co okazało się nielegalne, a obrady zostały wznowione. Ponadto rząd został zobowiązany do kolejnego ponownego o przesunięcia terminu Brexitu jeśli do 19 października nie zostanie wynegocjowana umowa Brexitowa.
Na krajowym podwórku światło dziennie we wrześniu ujrzały minutes z sierpniowego spotkania Rady Polityki Pieniężnej. Okazuje się, że po tym jak w lipcu padł wniosek o podwyżkę, miesiąc później pojawił się wniosek o obniżkę stóp procentowych. Jest to jednak scenariusz w tym momencie niemożliwy do zrealizowania. Większość członków RPP opowiada się za stabilizacją stóp w dłuższym okresie. Można oczekiwać, że będzie to co najmniej do końca 2020 roku. Odczyt inflacji CPI za wrzesień wyniósł 2,6%, poniżej konsensu prognoz. Oczekuje się, że inflacja w najbliższych miesiącach będzie rosnąć i maksimum osiągnie w I kw. 2020 roku a potem wróci w okolice celu inflacyjnego, a nawet poniżej. Takie oczekiwania wykluczają możliwość podniesienia stóp, co sprzyjać będzie polskim obligacjom.
Krótko przed wyborami mimo oczekiwanego zwycięstwa partia rządząca na konwencji wyborczej dołożyła kolejne kiełbasy wyborcze w postaci bardzo wyraźnego podsniesienia płacy minimalnej w kolejnych latach, podniesienia emerytury minimalnej, wypłatę trzynastej emerytury w każdym roku, a dla niemałej części także czternastej.
We wrześniu Ministerstwo Finansów przeprowadziło dwa przetargi zamiany obligacji. W pierwszym sprzedano obligacje o wartości 5,7 mld zł przy popycie 6,8 mld zł natomiast w drugim sprzedano 4,8 mld zł przy popycie prawie 6 mld zł. Po obu aukcjach Ministerstwo podało że ma prefinansowanie na 22% potrzeb pożyczkowych na przyszły rok.
MF zapowiedziało szacunkowe wielkości na przetargi w IV kwartale. Oczekiwane są 3 - 4 aukcje zamiany, w tym jedna w październiku. Prognozowana jest jedna aukcja regularna w wielkości około 5 mld zł. Dzięki dobrej sytuacji budżetowej zapowiedziano wcześniejszy wykup części obligacji denominowanych w dolarze zapadających w październiku 2021.
Informacje te potwierdzają, że sytuacja budżetu w tym roku jest bardzo dobra i pozostawiają oczekiwania, że uda się w przyszłym roku sprostać wrześniowym obietnicom wyborczym, jeżeli miałyby one wejść w życie. Zapowiedź tylko jednej aukcji regularnej zmusza nabywców obligacji do kupowania z rynku wtórnego co powinno mocno wspierać polskie skarbówki w czwartym kwartale.
Praktycznie bez echa przeszło podtrzymanie ratingu Polski na poziomie A- przez agencję Fitch i utrzymanie perspektywy stabilnej. W uzasadnieniu podkreślono mocne fundamenty krajowej gospodarki i stabilność sektora bankowego. Zrewidowano w dół prognozy wzrostu na lata 2019 -2021, tłumacząc to słabnącą koniunktura strefy euro.
Grzegorz Zatryb, Członek Zarządu, CIO
Mateusz Roda, Zarządzający portfelami dłużnymi
Skarbiec TFI SA
Podziel się na:
Rozpocznij dyskusję
Komentarze (0)